Proces pisania książki dla każdego będzie inny. Z moich obserwacji oraz przygotowań do napisania własnej, zauważyłem, że każdy z wielkich Guru 😉 – piszących swoje książki, odnalazł indywidualną formułę. Jedni notują, inni nagrywają.

Ja swojej jeszcze szukam. Powoli wiem, co jest dla mnie najlepsze. Mówienie do siebie, do ludzi jest najprostsze. Później przepisywanie. Czasami tak mocne wewnętrzne poczucie tego, że wiem, co chcę przekazać, wypływa samo na kartki.

Obecnie kończę książkę „Guru Kultu..ry”, więc możesz zapoznać się z jeden z procesów jej powstawania. Nagranie audio pod prysznicem, gdy z 8 minut i 31 sekund, powstaje w ciągu około godziny pisania, ponad 1600 słów, czyli 6 stron tekstu.

Pisanego na flow, na szybko, z lekkimi poprawkami stylistycznym. Wszystko po to, aby uchwycić sens i przekaz, a nie bawić się w niuanse, którymi zajmę się później wraz z profesjonalistami z Onepress.

Jeśli chcesz zanurzyć się w niuansach puść audio i czytaj tekst. Wtedy zobaczysz, co dopisałem co pominąłem. Możesz też tylko słuchać lub tylko czytać. Jak Ci wygodniej.

Ten post, to również pokazanie tego o czym piszę. Komentujcie więc śmiało, zadawajcie pytania. Z chęcią odpowiem jeśli mnie zainspirują do czegoś sensownego ;).

Kliknij w ikonę play, a usłyszysz zapis audio spod prysznica 😉

Draft części książki „Guru Kultu.ry”

Dla tych, którzy chcą wejść na szczyt, zmierzają do konkretnego wyższego celu, lub tego celu poszukują i większość obaw związanych z jego realizacją, ich przed tym blokuje. Na pewno nie jest dla tych, którzy są zadowoleni z obecnego stanu. Będzie ich wtedy irytowało, że ktoś im mówi, co mają robić. Mogą wtedy pomyśleć, że na siłę chcę im udowodnić, że ich życie jest złe, że powinno być inne, takie jak moje i innych, którzy robią tak jak ja im mówię. Bzdura! Nic bardziej błędnego. W takim momencie po prostu lepiej odłożyć jej lekturę na później, bo może się kiedyś przydać. Można też się jej pozbyć, dając komuś znajomemu w prezencie. Przecież wiemy, że inni mogą potrzebować takich porad.

 

Opisuje drogę osoby mającej pomysł na siebie, pragnącej zrealizować pewną ideę. Zmierzającej do konkretnego miejsca i celu w życiu. Podczas której zmierzy się w pierwszej kolejności z samym sobą. Zacznie walczyć z pojawiającymi się zamiennie trudnościami fizycznymi, mentalnymi oraz emocjonalnymi. Gdy przejdzie etap dalej pojawi się zewnętrzne zniechęcenie. Może to być rodzina, znajomi, a także zupełnie obcy ludzie, których spotka na swojej drodze.

 

Zwieńczeniem naszej podróży będzie określony status. Społeczny, materialny, medialny. Status w naszej głowie, oraz głowach innych. Zostanie nazwany i określony. Zostanie mu przyklejona łatka. W jednych kręgach będzie ona pozytywnie emocjonalna. Stanowczy, silny, skuteczny, odważny. W kolejnych określi jego stosunek do innych w miejscu pracy. Kierownik, manager, lider, szef, CEO. Następne dorzucą głębszy przekaz. Wódz, Mentor, Przewodnik. Podczas gdy zewnętrzne, widzące tylko część obrazu. Malutki wycinek, z wycinków pojawiających się w sieci, podczas spotkań, rozmów. Ważnych, pewnych źródeł informacji, gdy ktoś, kto zna kogoś, słyszał, że tamten na pewno. Możliwe, że również spośród byłych znajomych, partnerów biznesowych czy też pracowników. Pamiętających część naszej poprzedniej wersji z przeszłości. Na siłę będą chcieli sobie, nam oraz wszystkim dookoła udowodnić, że człowiek nie zmienia się z każdym dniem. Nie dorasta i nie ewoluuje na swej drodze. Oni będą próbowali dokleić nam łatkę negatywną. Wtedy w zależności od naszej siły przekazu oraz statusu pojawią się mniejsze epitety, większe kłamstwa, aż przejdzie do określeń zapożyczonych z innych kontekstów. Wtedy możliwe, że usłyszysz, że jesteś Dyktatorem, Ojcem Dyrektorem, a nawet Guru, stojącym na czele swoich wyznawców.

 

Skupia się na tym, że bez względu na to co robisz, bez względu na to którędy pójdziesz, to jeśli osiągniesz widoczny, wymierny sukces. Pojawią się inni, którzy będą mieli o nim swoje własne zdanie. Zaczną Cię negować, obgadywać, wyrywać Twoje słowa z kontekstu. Zaczną Ci wmawiać, że jesteś kimś innym niż Ci się wydaje. Będą w ten sposób próbowali przejąć kontrolę nad Tobą, Twoim życiem i wizerunkiem. Jeśli będziesz słaby i szary, to nikt Ci nic nie zarzuci, ponieważ jesteś taki sam jak inni, więc niczym się nie wyróżniasz. Nie jesteś zbyt interesujący, żeby o Tobie mówić. W chwili jednak gdy jesteś dla innych „za” bogaty, „za” silny, „za” sławny, „za” inteligentny, to wszystkie te „za” będą innych kuły. Co najlepsze pojawi się to tym szybciej, im większy kontrast stanowisz. Jeśli mieszkasz w bogatej okolicy, to nikt Cię za to nie wyśmieje. Jeśli jesteś jedyny bogaty pośród biednych, będziesz musiał się tłumaczyć, jak zdobyłeś swoje bogactwo, każdego niemal dnia zmierzając z błędnymi stereotypami na temat bogatych. Jeśli piękna inteligentna kobieta przebywa wśród artystów celebrujących jej atrybuty, nikt jej nie przyklei łatki puszczalskiej rozbierającej się do sesji zdjęciowych, czy też malarskich. Jednak ta sama kobieta, żyjąca wśród walczących o codzienny chleb ludzi, lub też bardzo religijnych osób, które uważają kobiece ciało za nieczyste i niegodne pokazywania nikomu poza swoim własnym partnerem. Wtedy może niestety ucierpieć. Nie z powodu tego co robi, ale z powodu tego kim się otacza! Finalnie młody chłopak szukający swojej seksualności, będzie nazwany wśród prostych pedałem, a wśród otwartych gejem. Jedni z obrzydzeniem go wyśmieją, nie wyobrażając sobie tego kim jest, co robi i dlaczego to robi. Inni mając o wiele szersze horyzonty nie będą nawet się nad tym zastanawiać, akceptując tę osobę za to co sobą reprezentuje, a nie z kim i jak uprawia sex. Miejsce otaczające nas tworzy kontekst i warto o tym pamiętać, na naszej drodze po marzenia.

Nasze przymioty charakteru, które każdy z nas powinien przecież rozwijać. Mogą stanowić przeszkodę, jeśli swą wybitnością będą zakłócać porządek i przyzwyczajenia. Inteligentny wśród przeciętnych może być szanowany, lecz zbyt duża dysproporcja będzie irytowała. Głupiec nie zniesie serii porad, które płyną od inteligentnego.

 

Czyli szukam siebie, rozwijam pomysł na siebie, swoich idei, biznesów. Robię to ponieważ zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszym świecie przeciętność jest minusem. Pieniądze, władza, a także znajomości równają się większe możliwości. Większe możliwości przechodzą w bezpieczeństwo, niezależność, wyższy status. Jeśli więc zbudujesz status osoby efektywnej, pewnej siebie, silnej, to jedni przypiszą Ci łatkę Guru i będą Cię obgadywać. Inni dzięki tej samej łatce będą za Tobą podążać, chcąc się dowiedzieć jak to zrobiłeś, jak Ci się to udało. Jeszcze inni się dookoła Ciebie zgromadzą i będą chcieli Ci pomóc w tym co robisz.

 

Opisujemy więc drogę od jednej komórki, poprzez jej podział na dwie. Na życie i związek stanowiący silny fundament, wspierający wszystkie nasze przyszłe działania. Jednak tylko wtedy gdy poświęcimy dość czasu na zaplanowanie tego związku, wybierając idealną drugą połówkę. Później trzeba będzie o ten związek dbać, pielęgnować go. Inaczej raz kupione kwiaty zwiędną w wazonie. Posadzone w dobrej ziemi, regularnie podlewane, pielęgnowane, mają szansę rozkwitnąć i cieszyć nas nawzajem przez długie lata. Miejmy nadzieję, że całe nasze życie.

 

Dalszy podział komórki na budowę Dream Teamu. Zespołu, który stanie się czymś więcej, niż tylko pracownikami, pomocnikami. Oczywiście, normalne relacje ciągle działają. Spełniają swoje funkcje, generując nawet zyski. Jednak mnie osobiście interesuje coś innego, coś więcej. Dlatego spodziewaj się w tej książce impulsu do budowy dużo mocniejszych relacji, opartych nie tylko na płaceniu sobie za swój czas. Impulsu do budowy biznesu połączonego z przyjemnością. Business & Pleasure, który ma szansę bytu i jest niemal jedynym sensownym rozwiązaniem. Ponieważ jeśli mam spędzać tyle godzin dziennie pracując, to dlaczego ma on zabierać z mojego czasu, zamiast dodawać. Dlaczego miałby nie być naturalnym przedłużeniem mojego życia. Biznes dający dużo więcej. Biznes przedłużający nasze życie, zamiast dzielący je na całkowicie od siebie odcięte drogi. Biznes będący częścią nas, naszych wartości, pragnień i umiejętności.

 

Zamiast biznes, wysysający z nas energię. Zabierający czas naszej rodzinie. Utrudniający nam realizację naszych pasji, odsuwając coraz dalej w przyszłość, realizację naszych marzeń. Na taki biznes ja osobiście się nie godzę. Zbyt dużo czasu przepracowałem w miejscach, w których było dobrze, ale nie idealnie. Tutaj pojawia się również zrozumienie, że niestety wszystko to pozytywnej co napisałem powyżej to dziś przywilej. Dużo większe szanse na ich realizację, będzie miała osoba, która tworzy swój własny biznes, niż ktoś, kto dołączy do istniejącego. Na szczęście coraz więcej ludzi uświadamia sobie ten fakt, więc powinno być coraz lepiej. Zapomnij o tym, że będzie prościej. To trudna droga, połączyć biznes z przyjemnością. Luz z dociskaniem. Spokój z niestabilnością finansową. Zabawę z terminami. To trudne, ale możliwe. Więc skupmy się na możliwościach, zamiast na ich negowaniu. Skupmy się na możliwych korzyściach, odbijając od nieuchronnych problemów, które pojawiają się gdy kroczymy zwykłą ścieżką, dzieląc nasz czas na dom, pracę. Swoje hobby i czas z rodziną. Znajomych na imprezę i tych bardziej wyrafinowanych do teatru. Różnorodność jest ważna, lecz jedno to mieć dostęp do wszystkiego, a drugie to ograniczać się nic o tym nie wiedząc.

Nasz wewnętrzny krytyk jest tak silny i niestety przyjdzie nam z nim przeżyć całe życie, ponieważ siedzi on w naszej głowie. Że nie ma tu miejsca na zewnętrznych krytyków jakimi są Hejterzy. Gdy w ich miejsce pojawią się świadomie przez nas wybrani zewnętrzni doradcy. Mający na celu uzupełnienie naszego pola widzenia. Pokazanie nam innego, ukrytego przed nami aspektu sprawy. Wtedy wszystko jest w porządku. Lecz jeśli pozwolimy, aby niewybrani przez nas. Nie znający nas. Nie mający pojęcia o tym czym się zajmujemy obcy. Jeśli pozwolimy aby negatywnie nastawieni do nas ludzie, dyktowali nam swoje warunki, to zostaniemy zaatakowani na dwóch frontach. Pierwszy w naszej głowie, drugi w świecie nas otaczającym. Hejterzy mają prawo żyć, mogą mieć inne zdanie, bez względu na to czy wiedzą, czy też nie mają pojęcia o tym o czym mówią. Bez względu na to, czy sami nie mają żadnych efektów, więc nie powinni ani nam, ani innym wchodzić w drogę. Czy też niech mają te efekty, może nawet lepsze od nas. Lecz jednak w momencie gdy reprezentują inny punkt widzenia, do którego mają pełne prawo, ciągle nie mają nawet grama prawa do tego, aby z nim wchodzić w nasze życie.

 

Nie mają prawa Tobie go narzucać. Jeśli Ty uznasz, że ludzie powinni latać w kosmos i zechcesz poświęcić na to swoje życie, to zaczniesz budować firmę, która będzie to realizowała. A to, że inni pojawią się z pikietami, demonstracjami i zaczną to negować, twierdząc, że robisz głupio, źle i samolubnie. Ponieważ o wiele większy i poważniejszy problem to głód w krajach trzeciego świata. Sęk w tym, że bez względu na to jak szczytna jest to i osobiście dla mnie ważna idea, to nie mam żadnego prawa kazać Ci ją ze mną dzielić. Możliwe, że ty nie chcesz walczyć z dzisiejszym problemem, ale jutrzejszym. Nie dziś z głodem, ale jutro z przeludnieniem planety. Każda ze stron ma pełne prawo do realizowania swoich zamierzeń. Jednak te prawa nie powinny na siebie wzajemnie nachodzić, ani wywierać tak negatywnego wpływu.

 

Książka pojawiła się również po to, żebyś nie zaczynał sam i nie skończył sam. Samotnie osiągnięty sukces, smakuje gorzko. Samemu na szczycie jest pusto, zimno i nieprzyjemnie. Ważne jest, żeby bez względu na to z kim zaczynasz, skończyć z kimś wartościowym. W otoczeniu, które jest nie dlatego, że za to płacisz, ale dlatego, że wierzy w to co Ty wierzysz. Z ludźmi, którzy nie tylko czerpią z Ciebie, Twoje zasoby i czas, ale też dokładają swoje. Relacje są pełne naturalnej wzajemności, zamiast toksycznych opartych o pasożytnictwo. Z ludźmi, którzy sami w sobie są inicjatorami. Inspiratorami do kolejnej zmiany. Ludźmi, którzy pragną swego i Twojego sukcesu, nie tylko biznesowego, ale najważniejszego życiowego. Oni sami się rozwijając inspirują Ciebie. Sensem jest według mnie otoczenie takimi ludźmi, którzy staną się w przyszłości tak samo wielcy jak my sami, lub dużo więksi, w swoich dziedzinach.